Dramat  scena młodych  slang

Odsłona druga


Skromnie urządzony pokój, fotele, ława, szafa i dwa krzesła; widać drzwi wejściowe i do kuchni. Na ławie naczynia, resztki kolacji, butelka, kieliszki i puszki z piwem. Towarzystwo już po kilku głębszych.


SYLWESTER

Chlupniemy jeszcze po browarku, poprawimy kielonkiem i spadamy. Rzadko kiedy wypuszczam się z chałupy o tej porze. Mam ostatnio całkiem przyzwoity transfer, więc nie odstępuję kompa do północy. Ściągam sobie mp3 za friko i pogrywam w co się da...

TOMASZ

Nie lubisz po ciemku szlajać się po mieście?

SYLWESTER

Eee... Wtedy wyrzuca pojebanych blokersów.

TOMASZ

(ma na głowie pióropusz indiański, założony dla wygłupu) Boisz się wyściubić nosa? I pomyśleć, mięśniak z ciebie jak Stallone. Źle na tym wychodzisz. Nocne życie, to jest to. Wieczorami wybywam z chaty. W dzień same nudy, nastrój pryska...

SYLWESTER

Niemniej po kilku głębszych wraca?

TOMASZ

Chadzasz na dyskoteki?

SYLWESTER

Co ty? Na potupajki? Stary, nie te lata. Gówniary kleją się do poważnych klientów, a potem chwalą się przed takimi jak one idiotkami: Zajebiście było, wyobraźcie sobie, jakiś stary pacan do mnie zarywał...

TOMASZ

Czas jest nieubłagany. Wszystko płynie. (wstaje, poprawiając pióropusz) Jak heraklitańska rzeka, do której nie można wstąpić dwa razy. (kołysze się na nogach) Życie to ciuchcia, która ostatkiem sił dociąga do końcowej stacji, a tam zostaje i zamienia się w szmelc.

GRZEGORZ

(ma podwieszoną na gumce długą białą brodę; pociąga nią od czasu do czasu) Rano miałem takiego kaca, że nie mogłem ruszyć się z wyra. Uratował mnie ten klin. Kumple jesteście. Ale faza. Kocham was. Stawiacie bliźnich na nogi.

TOMASZ

Tak mi się zdaje, że biją dzwony. Bądźcie przez chwilę cicho!

SYLWESTER

Faktycznie biły, ale dobrych kilkanaście minut temu. Z poślizgiem to do ciebie dotarło.

TOMASZ

Już się połapałem. Dzisiaj jest święto, jakaś kościelna uroczystość. Więc to dlatego mojej siory nie ma. Pognała na nabożeństwo.

GRZEGORZ

(zdejmuje brodę) Brakuje mi tego, do diaska, oj, brakuje. Dawno, dawno temu...

TOMASZ

Za górami, za lasami...

GRZEGORZ

...chadzało się do kościoła.

SYLWESTER

Ty? Czyżby? Jakoś trudno w to uwierzyć.

GRZEGORZ

Mamuśka zabierała mnie na majówki i na procesje w oktawie, wyobraźcie sobie. Miałem śliczną białą komeżkę i metalowy dzwoneczek. Potrząsałem nim, ile się dało...

TOMASZ

To chandra. Grzesiu staje się pobożny po kilku głębszych. Przedobry z niego chłopak.

GRZEGORZ

Nic na to nie poradzę. Co tu kryć? Taką mam naturę, nieco pijacką, nieco płaczliwą. Tylko Tomek mnie rozumie, jemu też coś w duszy gra.

SYLWESTER

Miałeś, chamie, złoty róg...

TOMASZ

Teraz nie masz nic... To sekret życia. Musisz stoczyć się na samo dno. Kiedy jesteś już wdeptany w ziemię, goluteńki i spłukany, zaczynasz żałować tego, co straciłeś. Rozdzierasz się i wrzeszczysz jak najęty, upominając się o swoje. Niczym wredny bachor. Tak długo, aż rzucą ci to, co obstawiasz. Później zaś odkrywasz, że należy walczyć nie tylko krzykiem. Idziesz na noże, olewając niebieskich. Każdy sposób jest dobry, jeśli skuteczny. Cel uświęca środki...

SYLWESTER

Porywająca filozofia życiowa. I tego właśnie uczysz Grześka?

TOMASZ

(siada) Rok temu w Międzyzdrojach spotkałem nietuzinkowego klechę. Facio był na luzie, wysoki i wysportowany, zero krępacji. Całkiem do rzeczy z nim się gadało. Kuty na cztery nogi. Nie dał sobie wciskać kitu. Takie tam teologiczne nawijki. W końcu studiowało się rok filozofię. Przypomniał, że Bóg jest miłosierny i że z dużą dozą pobłażliwości łypie na ludzkie słabości. (podnosi butelkę i rozlewa wódkę do kieliszków)

SYLWESTER

Jak u Fiodora Dostojewskiego.

GRZEGORZ

I co, Tomek, i co?!..

TOMASZ

Co dalej? Nadawał całkiem do rzeczy. Stawałem na uszach, żeby mu dorównać i wysilałem mózgownicę jak mogłem. Próbowałem wykazać, że Boga nie ma i że religia jest zbędna: była dobra w średniowieczu. Skurwiel miał pod ręką kupę zajebistych argumentów i zręcznie nimi żonglował. Żaden tam ćwok.

SYLWESTER

Podobno jest stworzona specjalna religia dla łachmytów i lumpów. Jak ona się nazywa? Neo... ka-te... Mam na końcu języka. To dla takich jak wy, koczujących w krzakach z jabolem. Już wiem. Neokatechumenat.

TOMASZ

Myślisz, że i o tym nie było mowy? Ten księżunio miał ze sobą Biblię w czarnych skórzanych okładkach i przytoczył z niej kilka udanych kawałków. Bez picu. Jezus uczył, że przestępcy, lumpy i cichodajki mogą wyprzedzić tych sztywnych i zadowolonych z siebie ćwoków w drodze do królestwa niebieskiego.

GRZEGORZ

Gadasz od rzeczy. Serio?

TOMASZ

A jak! Co tak rozdziawiasz japę? W Nowym Testamencie Bóg nie jest taki zły. Da się Go przełknąć. Jezus przebaczył kobiecie cudzołożnej, czy też — pardon, panowie, wolę bardziej dosadny język — jakiejś tamtejszej kurewce: a ponieważ wybaczył jej więcej niż innym, bo więcej nagrzeszyła, miała Mu więcej do zawdzięczenia; więcej niż ci, którzy czuli się w porząsiu wobec Boga. Ci ostatni olewali przebaczenie, nie łajdaczyli się, więc go nie potrzebowali. A sprawa jest prosta: komu więcej wybaczono, ten bardziej miłuje.

GRZEGORZ

(z podziwem) Ale ze mnie łoś. Ileż ty wiesz, Tomku! (wstaje i kołyszącym się krokiem wychodzi do kuchni)

SYLWESTER

Coś ci jednak wypadło z tego wywodu. Taki tam maleńki trybiczek w zegarku. Trzeba okazać skruchę i żal, aby uzyskać przebaczenie. Bez kajania się ani rusz.

GRZEGORZ

(wraca z kuchni, prowadząc rower) To ja, panowie, odjeżdżam góralem.

TOMASZ

Nie rób zadymy! (zrywa się i próbuje mu wyrwać kierownicę, szamocą się, Grzegorz zatacza się i omal nie przewraca) No i potrzebne ci to było? (pomaga mu odzyskać równowagę) Stuknij się w czoło! (usadza Grzegorza w fotelu) Nie sądziłem, że będziesz taki naprany.

GRZEGORZ

Nie denerwuj się. Zacząłeś gadać o Piśmie świętym, więc z tego wszystkiego poszedłem do kibla pochłeptać kranówy...

TOMASZ

Poglądy poglądami, a życie życiem. Tak bym chciał, żeby i teraz Jezus chodził po świecie i żeby wdepnął do naszego grajdołka...

SYLWESTER

O rany, ale byłyby jajca! Wcisnąłbyś Mu, że jest wapniakiem i że wygłasza przebrzmiałe teorie. Jesteś przecież nowoczesny.

TOMASZ

(siada) Nie w tym rzecz. Szczerze mówiąc, nie chodzi mi o przekonania, ale o miłość. Chciałbym spotkać kogoś, kto wybaczyłby mi moje podłości. Tak z uśmiechem, z serca, szczerze. Ksiądz przy spowiedzi niby cię rozgrzesza — ale czyni to zbyt oficjalnie, bezosobowo, mechanicznie...

SYLWESTER

Więc ożeń się z Romą i kwita!

TOMASZ

Zwariowałeś?! Nie powiem, niezła z niej rureczka... Ale żeby od razu do ołtarza?

GRZEGORZ

(bełkocze) Powiesz jej: Słuchaj, mała, żarty się skończyły, to miłość, a nie cyrk.

SYLWESTER

A co? Będziesz się pchać z łapskami na jej pole karne? Ona nie da się wyłomotać jak byle suka. Ma klasę.

TOMASZ

(zakłada sobie sztuczną brodę, którą zdjął Grzegorz) To fakt. Kiedy z nią rozmawiam, niepewnie się czuję. Prawie jak słoń w składzie porcelany.

GRZEGORZ

Myślisz, Sylwku, że on będzie ją dygać i że później zostawi w cholerę? Z taką miśką tak się nie da. Musi się z nią ochajtnąć.

SYLWESTER

A gdyby się ustabilizował...

TOMASZ

Ustabilizował? Robił za japiszona? Ulizał, wtłoczył się w garniturek i rankiem z walizeczką tuptał do biura? A tam padał przed kierem plackiem?

SYLWESTER

Małżeństwo jest jedynym ratunkiem dla ciebie. Młoda będzie cię krótko trzymać i nabierzesz ogłady. Przestaniesz filozofować i weźmiesz się do czegoś konkretnego.

TOMASZ

Wal się, gadasz jak moja wredna siora. Takie wapno już z ciebie?

GRZEGORZ

Dobra, kij z nim. A może ja bym do niej uderzył? Jest na czym oko zawiesić. Jeśli Tomek ją olewa...

SYLWESTER

Chłopie, gdybyś wiedział, co ona o tobie myśli, dawno byś kupił w lumpie nową twarz. To panna nie dla ciebie. Kręci z Tomaszem i tego nie zmienisz.

GRZEGORZ

Co ma robić biedny chłopak, jeśli dziewczyna mu nie da? Czochra bobra. (podnosi pełny kieliszek) A skoro rozlane, to może walniemy po kielonku? Za zdrowie cichodajek i wielkich dam. Te ostatnie nie dla nas.

SYLWESTER

I do domciu.

TOMASZ

Co się tak wam spieszy? Źle się bawicie, czy co?

SYLWESTER

Jest ekstra, super. Ale czas to pieniądz. A poza tym skończyły mi się fajki.

Słychać chrobot klucza w drzwiach. Wchodzi Wiktoria.

TOMASZ

Ale mogiła, siora wróciła, mamy nalot. Będzie nerwówa!

WIKTORIA

Cóż ja widzę? Paniska zafundowały sobie libację. To tak się spędza dzień święty?! Tylko uciąć wam fujary, łotry...

TOMASZ

Jesteśmy nawaleni, siostrzyczko!

SYLWESTER

(podrywa się) Już wychodzimy, proszę pani. (pociąga Grzegorza za ramię) Zmywamy się. Dajemy w długą. Zagęszczaj ruchy, no!

GRZEGORZ

Mieliśmy wypić zdrowie pani, głowy domu! (zabiera otwarte piwo i wraz z Sylwestrem wycofuje się ku drzwiom)

SYLWESTER

(w drzwiach) Raz jeszcze przepraszamy. I dobranoc!..

WIKTORIA

(chodzi poirytowana tam i z powrotem, wreszcie zaczyna zbierać naczynia) Mam już tego powyżej uszu. Albo upijanie się, albo włóczenie się po nocy. Mówiła mi matka Romy, że i jej córkę naciągasz na niecne eskapady. Co ty tam wyczyniasz i z kim? (wzdycha) Jeden Bóg wie, co z ciebie będzie...

TOMASZ

(siedzi rozparty w fotelu) I mamy znowu swojskie klimaty. No, siostruniu, nie bucz. Nie stać cię na odrobinę ciepła?

WIKTORIA

Ciepła dla takiego drania? Jeszcze czego! Chyba zupełnie powariowałeś? Jak można żyć, będąc na bakier z Bogiem?

TOMASZ

Ach, tu cię boli...

WIKTORIA

Matka Romy mi powiedziała, że dyskutujecie na tematy religijne. Lecz cóż to znaczy, skoro nie chodzisz do kościoła. I do spowiedzi. Co to da?!

TOMASZ

Da, albo i nie da. Tra-la-la-la-la! (gra jej palcami na nosie, gdy jest odwrócona) To zależy od punktu widzenia.

WIKTORIA

Co zależy? Nic nie zależy. Mówię ci jasno: trzeba chodzić do kościoła.

TOMASZ

Wybacz, Wiktorio, ale nie czuję się na siłach, żeby z tobą się kłócić. I tak jestem zdołowany. (zdejmuje brodę, wstaje i wprowadza rower do kuchni)

WIKTORIA

(do siebie) Kiedyś to było takie słodkie dziecko! (wzdycha) Takie rozbrajające, a jakie miłe! A teraz? (spogląda w stronę kuchni)

TOMASZ

(wraca) Zostawiłem ci na kolację kilka parówek. Żebyś nie narzekała na koryto. Są w garnku na ogniu.

WIKTORIA

(wynosi naczynia) Na gazie. Mówi się na gazie, a nie na ogniu.

TOMASZ

(znów siada i zakłada sztuczną brodę) Na gazie, to ja jestem!

WIKTORIA

(wraca ze ścierką) Ależ tu naświntuszone. Jak ci jeden ksiądz nie odpowiada, to idź do innego. Któryś cię zawsze zrozumie...

TOMASZ

Do księżula? Po co?

WIKTORIA

Mówię o spowiedzi. To przecież takie piękne: móc wstać z klęczek, ucałować stułę i być lżejszym o wyznane grzechy. Człowiek czuje się wtedy taki wolny. I z czystym sercem przystępuje do stołu Pańskiego. (ściera ławę) Gdyby Boga nie było, po co by stawiano kościoły? Po co by się ludzie razem zbierali?

TOMASZ

(do siebie) Gdyby był, lepiej by sobie dobierał personel naziemny. (wstaje) W porząsiu, nie spierajmy się. Postaram się tam wybrać w najbliższym czasie.

WIKTORIA

Obiecujesz? Czy znowu kpisz?

TOMASZ

Mówię serio. Pójdę!

WIKTORIA

(wzdycha) A jeżeli już się decydujesz i nie kpisz, to — myślę sobie...

TOMASZ

No?

WIKTORIA

Najlepiej byś zrobił, gdybyś poszedł z Romą. Na dwunastą. Skoro już się spotykacie. Stanęlibyście ślicznie między ławkami w nawie, jak przystało na udaną parę, obok siebie...

TOMASZ

Dlaczego akurat na dwunastą? Chora jesteś? (zdejmuje brodę i marszczy brwi) A wiesz, co? (doznaje olśnienia) Nieźle to wygłówkowałaś. Razem z Romą, mówisz? Z tą modelką?..


więcej

M e n u

D r a m a t

O s o b y

  • ROMA
  • MATKA Romy
  • OJCIEC Romy
  • TOMASZ
  • WIKTORIA, siostra Tomasza
  • SYLWESTER, kolega Tomasza
  • GRZEGORZ, kolega Tomasza
  • DZIECI
  • STARZEC I
  • STARZEC II