Dramat  scena młodych  slang

Odsłona trzecia


Miejsce akcji jak w pierwszej odsłonie. Jest wczesny wieczór, w piaskownicy bawią się Dzieci.


TOMASZ

(obok Romy na ławce) Kiedy zasuwałem dziś do ciebie, męczyło mnie wrażenie, że ktoś mi podejrzanie depcze po piętach. Nie uwierzysz, ale jeżył mi się włos na głowie. Bałem się, że jakieś mutanty chcą mi przywalić w ryja. Kilka razy się obejrzałem, ale nic śmierdzącego nie wpadło mi w oczy. Potrąciłem wózek slamsiary. Omal się przez to nie wykopyrtnąłem na wystającym korzeniu. Wreszcie mignęli mi między drzewami dwaj dziwni faceci w niedzisiejszych kapotach. Prześwietleni światłem i jakby nie z tego grajdołka. Zaraz jednak znikli...

ROMA

Mógłbyś przestać z tymi krzywymi tekstami? Nie kumam. Masz urojenia, czy co? Przecież nic ci nie grozi.

TOMASZ

Wiesz, niunia? To nie po wódce, ani nie po prochach, zresztą, nie biorę i nie mam odjazdów. Z dala omijam najaranych. A wracając do tematu. Obawiam się, że to już prawie szpital dla czubków. Gdy się zamyślę, zapatrzę, na chwilę zapomnę, gdzie naprawdę jestem, widuję rzeczy, których nie ma. Jakieś wytwory rozhuśtanej wyobraźni. Kuchnia, czy ja zawsze już będę taki pomotany? Przecież to się leszczom nie zdarza.

ROMA

(przykłada mu rękę do czoła) Czoło masz chłodne i pewno jesteś zdrów jak ryba. Więc to chyba winny gwiazdy. Gapisz się na wieczorne niebo i wpadasz w trans jak lunatyk. Potem nadajesz jak nawiedzony. O, popatrz! Pierwszą już widać na niebie.

TOMASZ

Ani to pierwsza, ani gwiazda. To Mars. Jeśli zaś chodzi o wpływy... Nie niebo, lecz ty tak na mnie działasz. Obłęd! Coś się ze mną dzieje, gdy o tobie myślę. Miewam zwidy, a wyobraźnia płata mi figle... (niepewnie drapie się po nosie) Ale tych dwóch widziałem. Kurna chata, może akurat stanęli pod słońce...

ROMA

Chcesz powiedzieć, że nie jestem ci obojętna? (chwilę milczy) Wiesz, co? Ale już tak całkiem serio, bez popadania w przesadę... I po kija ten slang. Mama zdradziła mi kiedyś w przypływie szczerości, byliśmy akurat po obiedzie, że ty, Tomku... Nie obraź się, że tak po prostu, bez owijania w bawełnę... Że byłbyś dla mnie dobrym... To w gruncie rzeczy takie oczywiste...

TOMASZ

Dobrym? No, wykrztuś wreszcie z siebie, bo się udławisz. Co masz na myśli?

ROMA

Powiedziała, że do siebie pasujemy.

TOMASZ

Pasujemy? To znaczy: kto?

ROMA

My — to znaczy: ja i ty. Mówiła, ot, tak sobie rzekła, że nie byłaby przeciwna temu, żebyśmy się pobrali.

TOMASZ

Do diaska, chyba mam dreszcze. No wiesz? Każdy byłby napalony. Jesteś typowo odjechaną dziewczyną. Jednak ja nie mam twojej klasy. Nie te progi. (kręci z niedowierzaniem głową) Jakim cudem twoja stara widzi nas razem?

ROMA

(bierze go za rękę) Jeśli zdradzam ci rodzinne sekrety, to czynię to dlatego, że ci ufam. Powinieneś o tym pamiętać.

TOMASZ

Ciężka sprawa. Nigdy nie pchałem się z takimi pomysłami za daleko — i nawet idiota o tym wie. Zresztą nie chciałbym się nikomu ładować z kopytami w życie.

ROMA

A jednak zdałeś się na swoją siostrę i zacząłeś chodzić do kościoła.

TOMASZ

To akurat nie jej zasługa. (wścieka się) Czaisz bazę? Skubana, zawsze sobie musi coś przypisać. Owszem, nie powiem, żeby tam nie było ciekawie. Względy estetyczne. Podobały mi się prześwietlone słońcem odlotowe witraże i nastrojowa muzyka organowa. Ale teologia — już nie. To ponoć sklepienie wzorowane na Kaplicy Sykstyńskiej. (podrywa się) Tak to widzę. Popatrz! (urządza domorosłe przedstawienie) Dźwięki płyną jak z nieba. Najpierw piano, pianissimo, dolce, a zaraz z białych obłoków zaczynają się wynurzać wspaniałe obrazy i roztacza się przede mną scena stworzenia. Nagle dźwięki stają się ruchliwsze, allegretto, żywe, vivace, brzmią groźnie, a obraz się rozmazuje. Wszystko zakrywają ciemne kotłujące się chmury. Surowy w swym majestacie Stwórca pochyla się nad ziemią, a świat drży w posadach od dźwięków trąb. To trąby sądu.

ROMA

To tak odbierasz te biblijne sceny?

TOMASZ

Skądże znowu, to nie jest sąd z Kaplicy Sykstyńskiej. To coś bardziej przerażającego. Oto twoja matka i moja siostra skazują mnie z premedytacją na wieczne potępienie za to, że jestem inny. Stoją nade mną niczym zagniewany anioł z płonącym mieczem, wyrzucający pierwszych ludzi z raju...

ROMA

Wiesz co, Tomku? (wstaje obrażona) Czasami jesteś nie do zniesienia. Czy można tak cynicznie kpić z uczuć religijnych? To podłe. Jesteś gorszy niż... sam czart... (odwraca się i pokazuje mu plecy) Miotasz się jak opętany.

TOMASZ

(na stronie) Pieprzę to wszystko. W życiu się z nią nie dogadam. Panienka z wyższych sfer...

ROMA

(do siebie) Nie poryczę się, nie licz na to.

Wchodzi Grzegorz.

GRZEGORZ

Coś takiego? Nawet się nie liżą. Sądziłem, że tu będą odchodzić obmacywanki i że ta laseczka wbije się na Tomcia, a tu nic. Klimaty jak w parku sztywnych. (podchodzi do Tomasza) Heja. Ostrzegali, tylko się nie wygłup z jakaś odzywką, bo ta modelka tego nie trawi. Nic na pałę, trzeba delikatnie. Pewnie rypnąłeś do niej: «Ale masz pachnącą kuciapkę, miód-malina!», a ona przywaliła ci w ryło? (Tomasz nie odpowiada, więc podchodzi do Romy) Siemanko! Maciupeńka kłótnia? Scysja przy księżycu?

ROMA

Jeśli byliście tu umówieni, możecie sobie pogadać. Jednak beze mnie. On może mi nakichać!

GRZEGORZ

(do Romy) Nie trawię tego, co tu się dzieje, pal to licho. Mam dla ciebie dwa newsy, od którego zacząć?

ROMA

Dobra, nie nudź, nadawaj!

GRZEGORZ

Tak na serio, to przyszedłem tutaj, by porozmawiać nie z Tomkiem, ale z tobą. (rozgląda się) Pierwsza wiadomość — to ta, że i Sylwester miał się przykolebać. (spogląda na zegarek) Pewno coś mu wypadło lub zrezygnował. On hołduje zasadzie: «Nie wychodź o tej godzinie, bo jeszcze ktoś ci nastuka!» Niby patan z niego, drugi Schwarzenegger, i co?

ROMA

Jasne! To chyba o was mówił. Twierdził, że widział dwóch porąbanych facetów, którzy ponoć za nim leźli. Widocznie w ten obrazowy sposób chciał mnie uprzedzić o waszych planach. (udobruchana wraca na ławkę) Więc mówisz, że chciałbyś ze mną pogadać? O czym?

GRZEGORZ

(siada obok Romy) Drugi news? Dotyczy tematu, który chcieliśmy poruszyć. To nie taka prosta sprawa. Wiesz, ani ja, ani Sylwek nie umiemy o tym gadać. O religii. I o chajtaniu się. Tylko Tomek to potrafi. Przejdzie ten numer?

ROMA

(powtarza jak echo) Tylko Tomek to potrafi... (ten w tym czasie rozkłada się w piaskownicy) No cóż? Możemy się wspólnie zastanowić, choć to nie pasuje do sytuacji, w której się znalazłam. Widzisz przecież, że Tomcio zdziecinniał do reszty. Jaki debil? Za grosz powagi. Woli piasek, łopatkę i wiaderko. I nie myśli wcale o obrączkach. Gdzie tam? (z przekąsem) Zresztą, skąd by wziął na nie kasę...

TOMASZ

(podrywa się) O, ty świnio! (grozi jej łopatką) Zafundujesz mi nagrobek, jak umrę z głodu?

ROMA

(wzburzona) Ty kundlu zawszony, a ja ci zawsze ufałam!

TOMASZ

(cynicznie) He, he! Czarownica, czyli kobieta sprawna inaczej. Bierz miotłę i fruuu!..

ROMA

Trochę taktu, młocie!

GRZEGORZ

Wrzućcie na luz.

ROMA

Wiesz, za co on wyleciał z pracy? Właśnie za ten słynny luzik.

TOMASZ

Nie ma z nią życia!

GRZEGORZ

Ten referat mnie zadawala. Chyba już zaczynam chwytać, o co biega po zaobrączkowaniu. Trzeba mieć w zasięgu ręki jakieś ciężkie przedmioty. No i rozdartą mordę.

ROMA

Przeholowałam. I'm sorry, Gregory! Ta dyskusja nie ma niczego wspólnego z małżeństwem. Po prostu... docieramy się.

Wchodzi Sylwester, rozgląda się.

SYLWESTER

Ach, jesteście. Mały obciach. Przykro mi, że się spóźniłem. (podchodzi do piaskownicy i zwraca się do Dzieci) A wy, bachory, co tu jeszcze robicie? Jest już późno. Sio, do domu! Na pewno matula czeka z kolacją. Już po dobranocce.

ROMA

Może ty, Sylwku, wylejesz nieco oliwy na to rozszalałe morze. Kłócimy się. A Tomek jest niemożliwy.

SYLWESTER

Ja mam być oliwą? Niesłychane! (siada obok Romy) Nikt lepiej od ciebie nie umie łagodzić napięć i konfliktów, dobrze cię znam. Wywierasz pozytywny wpływ na Tomcia Palucha. Przy tobie staje się łagodny jak jagnię.

GRZEGORZ

Dziś był raczej wilkiem w owczej skórze.

ROMA

(wzburzona) Jak można, Sylwku, obrażać czyjeś uczucia religijne?!

SYLWESTER

Pseudofilozoficzne nawijki o życiu i śmierci? To jego specjalność. A co powiedział?

GRZEGORZ

Właśnie, co powiedział?

ROMA

Mogę wam powtórzyć słowo w słowo, bo tego nie zapomnę. Rozmawialiśmy o scenie sądu ostatecznego. Potem miał swoje wizje, jak to on potrafi, widział chmury i inny sąd. I powiedział tak, dokładnie tak: «Oto twoja matka i moja siostra skazują mnie z premedytacją na wieczne potępienie za to, że jestem inny. Stoją nade mną niczym zagniewany anioł z płonącym mieczem, wyrzucający pierwszych ludzi z raju...»

SYLWESTER

O, jasny gwint. Serio? Tak powiedział? Ale zalewał. (spogląda porozumiewawczo na Grzegorza, próbując ukryć uśmiech) To ma przekichane. (kryje twarz w dłoniach, nie chcą pokazać, że chichocze) Należy mu się surowa kara. (w stronę Tomka) Ty wstrętny łobuzie, jak mogłeś! Odbiło ci na maksa? Katem nie jestem, lecz chętnie ci doradzę. Kazałbym mu za to warować całą noc w piaskownicy. Niech wyje do księżyca pod twoim oknem.

ROMA

W piaskownicy? (widzi, że Grzegorz się śmieje) No, coś takiego? Przecież wy sobie ze mnie kpicie!

SYLWESTER

O taki bzdet się czepiasz? (kręci ze zdziwieniem głową) Nie chce się wierzyć. A nie popisywał się terminami muzycznymi? Allegro, vivace, piano, pianissimo?

ROMA

A jakże, usiłował tym szpanować.

SYLWESTER

No widzisz? Naprawdę się starał. Pożyczył nawet słownik pojęć muzycznych z biblioteki.

TOMASZ

(podrywa się) Ty kanalio. Nigdy nie wyjdziesz z pierdla...

SYLWESTER

Zaraz, zaraz... (zastanawia się) Anioł z mieczem? Wiecie, co? Wydaje mi się, że coś po drodze ujrzałem — coś ważnego, o czym powinienem był wam wspomnieć. (mruga oczami, jakby się obudził) Kurna chata, zapomniałem! (bezradnie rozkłada ręce)

ROMA

I ty także masz urojenia? Myślałam, że tylko Tomasz.

SYLWESTER

Sam nie wiem. (wytęża pamięć) Urojenia? Ależ tak! W pewnej chwili coś mi się zaczęło pieprzyć pod dachem...

TOMASZ

(zrywa się) Było ich dwóch?..

SYLWESTER

(zadumany) Tak, chyba dwóch. A co więcej — szli przecież tutaj, szli w tę stronę.

ROMA

W życiu was nie pojmę. Co się z wami dzieje? (podchodzi do Tomasza) Przepraszam cię, Tomku, za wszystko. Daj grabę. Uniosłam się i...

GRZEGORZ

Przeholowałam.

TOMASZ

(na stronie) To za ile mi obciągniesz? (do Romy) Nie ma sprawy.

ROMA

Rozumiem, Tomku, że przyjąłeś przeprosiny?

TOMASZ

Piątka w górę. Ja, cezar, pozwalam ci zwlec się z areny i pozostać przy życiu.

GRZEGORZ

Co on znowu czytał? Pewnie quovadisa...

ROMA

Przestań już! (pieszczotliwie gładzi go po policzku) Myślałeś, że jak byłeś jedynym facetem na mojej osiemnastce, to ci wszystko wolno?

TOMASZ

No dobra, nie bój nic, spływam z obłoków na ziemię i biorę deskę pod pachę. Zamieniam się w słuch.

GRZEGORZ

Właśnie, właśnie! Liczyliśmy, ja i Sylwester, że usłyszymy coś ciekawego.

TOMASZ

Ciekawego?! A czyż ja, cezar, nie jestem złotousty? Czyż moje słowa to nie miód i poezja?

GRZEGORZ

Et te, brutto, contra netto... Czy jakoś tam. Wyleciało mi z łepetyny.

ROMA

O, moja mamo, gdzie ja jestem? Nie trzeba się telepać na oddział psychoz ciężkich.

TOMASZ

I masz rację, córuś. Znalazłaś się tam, gdzie chciałaś.

SYLWESTER

Hola, hola, opanujcie się! W ten sposób do niczego nie dojdziemy. Tomku, siadaj tu, obok Romy, a my dwaj przycupniemy niżej. Ty, Grześku, tu, a ja tam. (wszyscy siadają tam, gdzie każe) Jest odlotowo. I gadamy!


więcej

M e n u

D r a m a t

O s o b y

  • ROMA
  • MATKA Romy
  • OJCIEC Romy
  • TOMASZ
  • WIKTORIA, siostra Tomasza
  • SYLWESTER, kolega Tomasza
  • GRZEGORZ, kolega Tomasza
  • DZIECI
  • STARZEC I
  • STARZEC II