Dramat  scena młodych  slang

Odsłona czwarta


Alejka wśród drzew i krzewów w parku. Pod latarnią ławka. Subtelna muzyka.


STARZEC I

Gdzie nie trafimy, gdzie nie zajrzymy w naszej wędrówce, tam dobro w mig się wyzwala, ujawniając zagadkową głębię stworzenia.

STARZEC II

Są uroczy, pełni ambicji, planów i nadziei. Ilu ich jest na całym globie, w miastach i miasteczkach, takich jak tutaj?

STARZEC I

Jak sądzisz, czy nie moglibyśmy się dłużej zatrzymać w tym przemiłym zakątku, aby obejrzeć do końca ich wzrost?

STARZEC II

(ogląda się) Cyt! Oto idą!..

Muzyka cichnie, Starcy znikają między drzewami, a wchodzą Tomasz i Roma.

ROMA

Jaki wariacki dzień, taka nakręcona już dawno nie byłam. Zmęczyłam się tą włóczęgą po sklepach, a popołudnie jest gorące. Przysiądziemy na ławeczce?

TOMASZ

Czemu nie? Tą alejką mało kto się szlaja. W cieniu jest przyjemnie.

ROMA

(zagląda do plecaczka) Tylko proszę cię, bez takich numerów jak na deptaku. Na pewno nie będę kupować podcipnika u pisuardesy, a ty nie musisz straszyć swoimi okularami przeciwsłonecznymi przechodzących emerytek. I nie mów więcej do żadnej z moich napotkanych koleżanek: «Czego się wstydzisz, przecież nie masz pryszczatej mordy!»

TOMASZ

(na stronie) Pieprzenie w bambus. Mam udawać Frankensteina, czy co?

ROMA

Zejdź na ziemię, wszyscy już wiedzą, że jesteś kitomanem pierwszej wody. Jeśli mamy rozmawiać, to tylko serio, jak dwoje przyjaciół. Bez tej całej dołującej oprawy. Co rusz dajesz plamę. Wiesz, co mi tamta siksa z aerobiku powiedziała? «Po kiego grzyba z nim się zadajesz?» To nie jest wcale przyjemne.

TOMASZ

(na stronie) Tamta? Im większa dupa wołowa, tym bardziej zgrywa ostrą laskę. (wyciąga się na ławeczce) Ziemia jest okrągła, a ludzie i tak chowają się po kątach. Kumasz? Tu jest nawet ładnie. Na lewo krzewy akacji, na prawo bzu, a nieco dalej klomby. I bratki, nieco już przygasłe, magnolie i fiołki... (na boku) Przeorałem wreszcie ten atlas roślin ogrodowych i ozdobnych.

ROMA

Lubisz kwiaty? Ja za nimi przepadam. Może nie tak jak bohater «Małego księcia», który mocno kochał swoją różę, sądząc, że w całym wszechświecie nie ma do niej podobnej. Bez kwiecia nie wyobrażam sobie życia.

TOMASZ

Czy lubię? He, he, he! Chyba maki i te... konopie indyjskie. Żartowałem. Kwiaty to... kwiaty. Badyle. I właściwie nic więcej. (wyciąga z kieszeni pudełko zapałek i je ogląda) Jestem mrówką i buduję tratwę z wykałaczek. (chowa z powrotem) Ciekawe są ich miana, niektóre wręcz zajebiste. Czasami ładniej się nazywają niż wyglądają. Na przykład: magnolia. Ktoś, kto tak ją ochrzcił, musiał się kochać w muzyce.

ROMA

Czy nie wydaje ci się, Tomi, że dla człowieka, który szuka Boga, najważniejszą rzeczą jest miłość? A sama nazwa, Bóg, sam tytuł, samo imię, czyż już nie wystarcza?

TOMASZ

(kręci z powątpiewaniem głową) Słowo «Bóg» jest za krótkie, bez rytmu. Jak zarapować jedną sylabę? Nawet Eminem by nie podołał.

ROMA

A pełnia?.. Chętnie posługujesz się tym określeniem.

TOMASZ

(znów kręci głową) Jeszcze nie to. Dźwięki muszą układać się w melodię.

ROMA

(ożywia się) To może tak: Bóg jest miłością... Qui n'aime pas, n'a pas découvert Dieu, puisque Dieu est amour...

TOMASZ

O, superowo. O co to biega?

ROMA

Zacytowałam słowa z listu świętego Jana, to Nowy Testament. «Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością».

TOMASZ

Odlotowy ten język żabojadów. Możesz powtórzyć? Tak dla ucha.

ROMA

Proszę cię bardzo! Qui n'aime pas, n'a pas découvert Dieu, puisque Dieu est amour. I muszę dodać, doskonale o tym wiem, że właśnie w Nowym Testamencie słowo «miłość» stało się synonimem słowa «Bóg». Nie o byle jaką miłość tam chodzi. O cierpliwą, szlachetną, bezinteresowną, o miłość, z którą wiąże się gotowość oddania życia za tego, kogo się kocha...

TOMASZ

Ściemniasz. Wiem, że zalewasz. Oddałabyś za mnie życie?

ROMA

Chyba tak. (przytula się do niego) Wiesz, że cię kocham, miśku!

TOMASZ

(na stronie) Chyyy-ba!.. W takich sprawach niczego nie są pewne. (do Romy) Tak na sto procent? Bez cienia wątpliwości?

ROMA

Ależ tak. Jestem pewna.

TOMASZ

(na stronie) Musiałbym bym być wyjątkowo niegramotny, żeby dać się na to nabrać. (kręci z niedowierzaniem głową) Gdybyśmy teraz byczyli się w buszu lub szlajali się po sawannie, gdzie są dzikie zwierzęta, i gdyby wyrosła przed nami rozwścieczona słonica, wątpię czy próbowałbym wcielić się w supermana. Zwiewałbym, gdzie pieprz rośnie...

ROMA

(trochę naiwnie) Dałbyś drapaka? Bałbyś się słonia? Nie wierzę.

TOMASZ

A wyglądam na gieroja, który by się nie bał? Myślałem, że raczej zapytasz: A po jakiego wała ta Afryka?

ROMA

Bo przy tobie wszędzie czułabym się bezpieczna: i w Afryce, między wężami, lwami i tygrysami, i na biegunie polarnym podczas śnieżnej zawieruchy, i w dorzeczu Amazonki, nie lękając się piranii i krokodyli...

TOMASZ

Kurde balans, przestań już z tą geografią, mała. Widocznie niezbyt szczęśliwie sądzisz, że im dalej od domu, tym bezpieczniej. A to akurat jest odwrotnie.

Ruszają się krzewy i słychać podejrzane szelesty. Roma ze strachem przysuwa się do Tomasza.

TOMASZ

Czyżby słoń?!.. Wywołałaś wilka z lasu. (wstaje) Bolesna chwila prawdy. W takim razie ja zmykam. (Roma zrywa się i łapie go za ramię)

ROMA

Nie bądź świnią. Słoń nie słoń, nie zostawiaj mnie tu samej.

Z gąszczy wynurza się Sylwester.

SYLWESTER

Ale schiza. Wy tutaj?

TOMASZ

I masz swojego słonia!

ROMA

I tak daleko byś nie uciekł, platfusie! (siada na ławce) Przestraszyłam się, Sylwku. Mam nadzieję, że nie zrobiłeś tego celowo?

TOMASZ

A gdzież tam, on lubi włóczyć się po lesie. Tu, w parku, nie ma ani węży, ani tygrysów, ani lwów, a rozwścieczoną słonicą niekiedy sama jesteś. Więc czegóż by się bać?

SYLWESTER

Masz rację. I od razu, na wstępie, rzucam sakramentalne pytanie: czy nie przeszkadzam? Bo jeśli tak, to spływam stąd w podskokach. Dwoje to zgrana paka, troje to tłum.

ROMA

Bynajmniej. (zasłania Tomaszowi usta, który chce powiedzieć coś innego) Wręcz przeciwnie, cieszę się, że cię tu widzę, i wydaje mi się, że będę mogła wesprzeć się na tobie.

TOMASZ

He, he, he! Jak na Zawiszy...

SYLWESTER

Jeśli sądzisz, że mogę ci pomóc... (przysiada się do niej) Zamieniam się w słuch.

ROMA

Mimo kpin Tomka, rozmawiamy z zasady o poważnych sprawach. Właśnie mu oznajmiłam, że go kocham, lecz ten palant nie chce tego przyjąć do wiadomości. I jestem wkurzona.

TOMASZ

O zgrozo! Nie zmarnuj sobie życia, kobieto.

SYLWESTER

Nie ma zamiaru zrewanżować się tym samym? (z zadumą kiwa głową) Faceci w sprawach uczuć są jak dzieci, mają pietra. Ale spróbuję... Tomku? Znasz od dawna tę modelkę, nie?

TOMASZ

Tę? Co ty? Nigdy jej nie widziałem. Jakaś poczwara!

ROMA

Widzisz? Co za cham!

SYLWESTER

Boi się ciebie bardziej niż diabeł święconej wody. Ostatnio zaś zrobił się niewiarygodnie drażliwy.

TOMASZ

Żeby cię pogięło. Więc dobrze. Bo znowu będę miał przerypane. (podchodzi do Romy i całuje ją w policzek) Dobrze wiesz, że cię kocham! (na boku) Szok w trampkach i pełnia szczęścia!

SYLWESTER

(wstaje) No proszę! Zarąbiście. Jakie to proste? Zatem mogę się zmywać.

ROMA

(łapie go za rękaw) Ależ nie, zostań. To jeszcze nie wszystko. Padło dopiero pierwsze słowo...

SYLWESTER

(siada) Pierwsze? A jakie ma być następne? Ach, pewnie chodzi o ślub!

TOMASZ

O, nie! Kurza morda, on ma robić za swata? Co to, dziewiętnasty wiek? Jeśli tak, to niech tam... Takie rzeczy załatwia się przy procentach. Sylwuś, odbezpiecz flaszkę, a ja skoczę po coś na popitkę...

ROMA

Dziewiętnasty? Z tobą to raczej park jurajski.

TOMASZ

O rany. To znaczy, że mam się przy tym palancie oświadczyć? Jak zwapniały dino? Padlinożercy. Proszę bardzo!

SYLWESTER

(podpowiada mu to, tym razem jednak już kpiąco) Szanowna pani dobrodziejko, moim najszczerszym zamiarem, z którym noszę się już od miesięcy, jest pojąć panią za żonę...

TOMASZ

No to wchodzę w tę rolę. (wygłupia się przed Sylwkiem) Kupiłem sobie bryle. Przeciwsłoneczne. Zobacz! (zakłada je, robiąc idiotyczne miny) No i co? Chyba nie uderzysz okularnika?

SYLWESTER

Koleś, jesteś nie do zajebania. (do Romy) Nici z tego. Twój facio jest wyraźnie niepewny. Teraz wiem, po co był w tej kawiarence internetowej. Siedział na czacie dla gejów. A poza tym nie przytargał kwiatów.

ROMA

(do Sylwestra) Cwaniak, zawsze zdąży się wyślizgnąć. I tak będzie w kółko. (do Tomasza) Możesz oświadczyć mi się bez kwiatów, a kiedy już je gdzieś zwędzisz, zrobisz to drugi raz uroczyście.

TOMASZ

(pociąga ją z ławki i zręcznie łapie na ręce, robiąc z nią taneczny obrót, po czym stawia ją na ziemi i całuje) Niunia, przecież wiesz, że o nic innego mi nie chodzi. Buźka!

ROMA

(do Sylwestra) Widzisz? Jeśli zechce, to potrafi. (poprawia spódniczkę) Wiecie, co? Chyba z tego wszystkiego będę musiała przypudrować sobie nosek. Zostawię was na chwilkę. (wychodzi)

SYLWESTER

(po chwili milczenia) Dalej masz opory.

TOMASZ

Bo to jest tak. Walę szczerze. Czego najczęściej chcą starzy? Marzą o tym, żeby córunia dobrze się uczyła, a potem żeby podłapała faceta przy kasie. Najlepiej z firmą. Tu jest podejrzanie odwrotnie. Opcja na lumpa bez szmalu. Jacyś perwersyjni. W co grają?

SYLWESTER

Faktycznie, ale czy to źle?

TOMASZ

Może tak, a może nie. Cholera ich wie.

SYLWESTER

(ożywia się) Chyba, że ci dwaj...

TOMASZ

(po chwili namysłu) Jasne! Chyba, że ci dwaj... Skoro Najwyższy podsyła nam swój osobisty personel...

SYLWESTER

To pewnie coś w nas jest...

Wraca Roma.

ROMA

Musimy się zwijać. Dziś mam pierwszą jazdę. Robię prawko.

SYLWESTER

O, to będę omijał wszystkie asfalty. Może przeżyję. Żartuję, oczywiście. Czym będziesz jeździć? Poldkiem?

TOMASZ

Tylko nie pomyl wtrysku z wytryskiem.

ROMA

Tak, polonezem. Ale nie musisz chować się po rowach. Uczyli nas, jak omijać pieszych.

SYLWESTER

A potem? Będziesz brykać własną gablotą?

TOMASZ

Cicho, sza! To jeszcze tajemnica. W prezencie ślubnym ma dostać cinkola lub renówę. Od chrzestnego.

SYLWESTER

Bombastycznie! To będzie wam lepiej niż sądziłem. I ja będę musiał zadbać o jakiś prezent. Ma się rozumieć, dużo skromniejszy.

TOMASZ

Co ty? To nie o to chodzi. Przydasz się, bo starzy fundują jej peceta. Przyjdziesz i wszystko poustawiasz jak trzeba.

SYLWESTER

Nie ma sprawy. Klasa, będziemy gadać przez GG lub przez Skype'a. To narazicha. Trzymcie się. Do następnego!

ROMA

Dzięki. Fajnie, że się pojawiłeś.

Sylwester odchodzi.

ROMA

(tuli się do Tomka) Zatem nie gniewasz się o ten ostatni numer?

TOMASZ

Nie. Ani trochę.

ROMA

No to możemy stąd spadać. Szepniesz mi to jeszcze raz do ucha, teraz, gdy jesteśmy sami? Potrzebuję przytulanek i buziaczków.

TOMASZ

Ma się rozumieć. Kocham cię, miśka.

ROMA

Eh, miodzio! Jesteś cacy. W każdym calu. A ja happy. (całują się) Zobaczysz, będzie nam dobrze razem.

TOMASZ

Smakujesz jak chipsy. I nie zapomnij. Obiecałaś mi dać te dwie dychy.

ROMA

Oki. (wydobywa z plecaczka portmonetkę i wręcza mu banknot)


więcej

M e n u

D r a m a t

O s o b y

  • ROMA
  • MATKA Romy
  • OJCIEC Romy
  • TOMASZ
  • WIKTORIA, siostra Tomasza
  • SYLWESTER, kolega Tomasza
  • GRZEGORZ, kolega Tomasza
  • DZIECI
  • STARZEC I
  • STARZEC II