Dramat  scena młodych  slang

Odsłona piąta


U Romy w mieszkaniu. Stół jest odświętnie nakryty, przy stole goście.


MATKA

Nie nurtują mnie wątpliwości. Od dawna wydawało mi się, że pasujecie do siebie jak ulał. Jak dwa gołąbki. Córka podobnie uważała.

TOMASZ

(na stronie) Co za kit! (do Matki) Chylę głowę za szczerość. Jednakże jestem zdania, że mnie pani przecenia. Czy ta poprzeczka nie jest za wysoko?

ROMA

Widzisz, mamo, jaki skromniś? Rumieni się, kiedy go chwalą. Ten niewinny pąs.

MATKA

Nawiasem mówiąc, jest w tym coś przedziwnego. W takich chwilach matki doznają rozterek. Nie są Pytiami z Delf i nie potrafią przewidzieć tego, co im los przyniesie — za miesiąc, rok lub później. I próbuję pojąć, dlaczego sama nie odczuwam obaw. Jakby niebo zdecydowało, że musi być wam razem dobrze.

WIKTORIA

O, Tomek bardzo się zmienił, pani Renato. Na lepsze. Chodzi do kościoła.

TOMASZ

Ale ściemniacie. Zejdź ze mnie, proszę. Nie macie już o czym nadawać?

ROMA

Dajcie mu już spokój. Wystarczy tych pochwał. Usłyszał ich aż nadto!

OJCIEC

Niech pan się nie dziwi. One muszą się wygadać. Chwalą zaś nas tylko wtedy, kiedy są rozanielone i zachwycone. Uskrzydlone istoty. A rzadko kiedy można im dogodzić. Z czasem przekona się pan o tym na własnej skórze.

MATKA

Swoją drogą, znamy tę śpiewkę. Zaraz dodasz, że to kobiety rządzą światem.

OJCIEC

A czy kiedykolwiek było inaczej? Od zarania dziejów facet chlubił się rolą głowy rodziny — tyle tylko, że w praktyce nie miał nic do powiedzenia. One decydowały za niego. Owiną człowieka wokół palca. Wie pan, jaki jest według nich idealny mąż? (wylicza na placach) Taki, który szanuje żonę, forsę oddaje jej co do grosza i jest jej we wszystkim posłuszny. He, he, he...

ROMA

(do Tomasza) Spoko! Wyluzuj. Papcio popisuje się antyfeministycznymi tekstami w przypływie dobrego humoru. I on ma wiele powodów do zadowolenia.

OJCIEC

Trudno się nie cieszyć, kiedy się spogląda na tak udaną latorośl.

ROMA

Widzisz więc, że nie masz powodu do obaw. Nie bój żaby. Tu wszyscy ci dobrze życzą.

TOMASZ

Wysilam makówkę jak umiem, lecz nadal wiele rzeczy do mnie nie dociera. Nigdy nie miałem takiej chałupy jak wasza. Kiedy tu się pchałem pierwszy raz, nie mogłem uwolnić się od przeświadczenia, że jakiś spedalony bramkarz nie wpuści mnie bez świadectwa moralności.

WIKTORIA

Tomek wcześnie stracił ojca. Wychowywałyśmy go z matką, ale i jej się zmarło. Nie chodził jeszcze wtedy do szkoły. To były trudne chwile w naszej rodzinie. Skurczyła się: pozostało nas dwoje niebożąt. Teraz znowu odżyje. (przeciera załzawione oczy) Gdyby nasza mama mogła doczekać tej chwili... Tak bardzo by się cieszyła. Biedna, pewnie zza grobu to widzi...

MATKA

(zrywa się) Ależ, Wiktorio, niech pani nie płacze. Zaraz podam kawę i ciasto. Placek z truskawkami.

(wychodzi do kuchni)

TOMASZ

I tobie, Romo, zakręciła się łezka w oku. Ten twój romantyzm...

OJCIEC

Ustaliliście już datę ślubu?

ROMA

Jeszcze nie, ale to kwestia najbliższych dni. Tomasz weźmie urlop i zabierzemy się do załatwiania niezbędnych formalności.

TOMASZ

To dosyć drażliwa sprawa. Nie chciałbym być zbyt obcesowy, ale powinien mnie pan zrozumieć. Nie jestem przy kasie...

ROMA

(zasłania mu ręką usta) Pst!.. Nie czas na takie tematy.

OJCIEC

Niech się pan nie przejmuje. Być biednym, to żadna ujma. W pańskim wieku sam byłem ubogi jak mysz kościelna. Dwie pary butów, dwie pary spodni, mocny skórzany pasek i pewnie ze cztery koszule. Cały mój majątek. Dzisiaj, mimo wszystko, łatwiej jest startować do samodzielnego życia. I te wyjazdy za granicę bez paszportu. Nie mówiąc o kredytach...

TOMASZ

Lecz to prawda: nie mam... (Roma znów mu zasłania usta)

OJCIEC

Proszę się nie martwić. Rodzice wcześniej już o to zadbali. Chodzi im przecież o szczęście córki. Więc i fundusze się znajdą, i wszystko, co okaże się niezbędne...

WIKTORIA

Ja również trochę odłożyłam. Z myślą o waszym ślubie.

ROMA

Słyszysz? Nie musisz rozdzierać szat. Przynajmniej nie dzisiaj.

MATKA

(wraca z tacą) Kawa świeżutko zaparzona. Proszę bardzo! (rozstawia filiżanki, Roma jej pomaga)

OJCIEC

Dumam nad tym — i myślę, że nas pan, panie Tomaszu, zrozumie. Mamy córkę i kiedyś wy również będziecie mieć dzieci. A czego nie robi się dla ukochanych pociech?

TOMASZ

Postanowiłem, że będę więcej pracować. Ostatnio nadarzyła mi się okazja...

MATKA

Nikt cię, Tomku, nie goni. Nie musisz wypruwać żył.

WIKTORIA

Nie zaszkodzi mu, jeśli trochę się przyłoży. Przecież nie idzie do kopalni. Dotąd tylko brał i brał.

OJCIEC

Droga pani, dzieci — to inwestycja. Będzie procentować po naszej śmierci.

TOMASZ

(do Romy) Inwestycja?! Dlaczego miłość napotyka na takie przeszkody? Miłość i pieniądze — to takie prozaiczne. Gwóźdź do trumny romantyzmu.

ROMA

Ilekroć w domu nam czegoś brakowało, bo nie zawsze był dostatek, tylekroć rodzice byli sobie bliżsi. Razem stawiali czoła trudnościom.

MATKA

Trafnie to, córciu, ujęłaś. I tak bywało... (wychodzi znów do kuchni)

OJCIEC

Raz na wozie, raz pod wozem. Nigdy jednak Roma nie odczuwała niedostatku. Miała to samo, co jej koleżanki. Zresztą, co tu dużo mówić, nie mamona, ale rodzina jest najważniejsza. I pielęgnowanie uczuć.

TOMASZ

Przyznam szczerze, że pierwszy raz spotykam się z tak formułowanymi poglądami. (z podziwem) Pan musi mieć bardzo uczciwy stosunek do ludzi. Gdyż generalnie biorąc, kto nie ma szmalu, ten jest nikim. Uczono mnie, że przez życie trzeba iść na czuja. Świat jest dżunglą, a bogowie pragną krwi. I uważać, żeby nie dać się wykiwać. Ani nie oberwać w łeb.

OJCIEC

To złudzenia. Pozycję społeczną zdobywa się nieco inaczej niż pan sądzi. Na pewno zna pan — czytał pan trochę — takie słowo: autorytet. Niekoniecznie ten, kto się naprawdę liczy w środowisku, musi mieć wielocyfrowe konto. To jakby inny wymiar życia. Jest przecież sfera ducha.

ROMA

Dajcie już spokój tym arcypoważnym dywagacjom. Można się przy nich zanudzić na śmierć.

MATKA

(wnosi ciasto) Dobrze się upiekło. Jak mówiłam: jest z truskawkami.

WIKTORIA

(bierze talerzyk do ręki) O, wiem, że pod tym względem jest pani niezrównana. Prawdziwy talent kulinarny. Chętnie skosztuję!

OJCIEC

Jest pan rycerskim narzeczonym, więc się pan nie obrazi, jeśli zaproponuję rzeczywiście... (patrzy porozumiewawczo na Matkę) zmianę tematu. (do Matki) Miałaś to powiedzieć, kochanie?!..

WIKTORIA

Naprawdę smaczne, ekstrapychota. Rozpływa się w ustach!

MATKA

Pamiętam o tym. Otóż mamy, dzięki Bogu, a jest za co dziękować, dwa powody do zadowolenia. O pierwszym już była mowa: to przyszły ślub naszej córki. Ale jest i drugi powód. Tracimy Romę, tracimy córkę, lecz zyskujemy kogoś w zamian: zyskujemy zięcia, lecz lepiej powiedzieć — syna. Nie mieliśmy chłopca, choć marzyłam, żeby urodziło się nam jeszcze jedno dziecko, ale teraz już go mamy — w osobie kochanego Tomasza. I chcielibyśmy bardzo, Tomku, abyś traktował nas jak własnych rodziców, prawdziwych, nie przyszywanych.

WIKTORIA

(sięga po chusteczkę i przykłada ją do oczu) Ja!.. Ja!.. (roni łzę) Chyba na chwilę wyjdę.

Słychać gong.

ROMA

To pewnie Sylwester.

TOMASZ

Przylazło wreszcie. Zero punktualności.

MATKA

(odchodzi, by otworzyć) Ależ tak! To pan Sylwester. Prosimy, prosimy bardzo!

SYLWESTER

(wchodzi z kwiatami, wręcza je pani domu, całując w rękę, kłania się pozostałym) Przepraszam za spóźnienie. Czasami wszakże coś niespodziewanego wypadnie, coś ważnego... (wita się z Ojcem, siada obok Tomasza i zwraca się do niego) A po drodze miałem wrażenie, że nie będę ostatnim gościem.

ROMA

Co masz na myśli?

SYLWESTER

Szli, ale jakby nie szli; byli blisko, a nie mogłem ich dojrzeć...

ROMA

Znów się coś komuś przywidziało, coś przyśniło?!

TOMASZ

(wstaje i podchodzi do okna) Byli obaj, szli. Czy nie dzieje się coś dziwnego? Jesteśmy przecież tacy zwyczajni — i nie oczekujemy cudów.

ROMA

(także wstaje od stołu) Sądzisz, Tomku, że to naprawdę, że to serio?! On kogoś widział?

TOMASZ

Lecz dlaczego mowa o dwóch?

SYLWESTER

(przyłącza się do towarzystwa) I przybyli jakby z zaświatów, z królestwa światła...

TOMASZ

Jak wiele razy: jak do Abrahama pod dębami Mamre, jak do wielu mężów Bożych...

SYLWESTER

A przecież nie ma w nas niczego niezwykłego!



M e n u

D r a m a t

O s o b y

  • ROMA
  • MATKA Romy
  • OJCIEC Romy
  • TOMASZ
  • WIKTORIA, siostra Tomasza
  • SYLWESTER, kolega Tomasza
  • GRZEGORZ, kolega Tomasza
  • DZIECI
  • STARZEC I
  • STARZEC II