Dramat  scena młodych  slang

Sacrum na bruku...
Z Edwardem Guziakiewiczem, autorem dramatu «Szukanie Boga», rozmawia Mieczysław Przebieglec


— Po «Dniu gniewu» Romana Brandstaettera i młodzieńczych dramatach Karola Wojtyły na polskim rynku księgarskim nie pojawiły się właściwie żadne inne utwory z tego gatunku. Może też dlatego «Szukanie Boga» jest przyjmowane nieco podejrzliwie. Zakłada się mimowolnie, że pisany prozą współczesny dramat religijny musi być oderwany od realiów prawdziwego życia, banalny, pozbawiony napięcia i dynamiki...


— Sekularyzacja życia codziennego i języka, którym się posługujemy, powoduje, że rozmowa o Bogu wydaje się być, niejako z konieczności, czymś sztucznym. Dziś na ulicy nie rozprawia się o Stwórcy. To sfera tabu. Podobnie jak nie rozmawia się swobodnie, spontanicznie i bez fałszu na inne niepokojące tematy. Co nie znaczy, że te dziedziny nie budzą autentycznego zainteresowania. Wbrew pozorom, wiele osób sięga po opracowania i książki o tematyce religijnej. Wiele osób decyduje się na studia teologiczne. Autorealizacja na tym polu ma jednak z reguły charakter osobisty. Ze zdobytą wiedzą nie wychodzi się na opłotki i nie ujawnia się jej nachalnie wobec otoczenia. To raczej obręb życia wewnętrznego...


— Dlatego też, wracam do mego pytania, trudno sobie wyobrazić młodzież, dyskutującą — jak w Pana utworze dramatycznym — na tematy religijne. To pachnie fałszem!..


— Trudno, albo i nie! Są mimo wszystko środowiska, gdzie takie rozmowy się toczą i to czasem zażarcie. Myślę tu przede wszystkim o wakacyjnych oazach rekolekcyjnych dla młodzieży, o ewangelicznych rewizjach życia, o różnych grupach apostolskich, o ruchach odnowy Kościoła, o wspólnotach neokatechumentu. Rozmów, które przedstawiłem w «Szukaniu Boga», sam nie wymyśliłem. Byłem wielokrotnie ich świadkiem. To reminiscencje mych doświadczeń z ruchu oazowego i ze wspomnianych wspólnot neokatechumentu. Zgodzę się z tym, że niejednego czytelnika mogą one wkurzać. Ale nie dlatego, że są nieautentyczne, lecz dlatego, że są żenująco prawdziwe. W przeciwieństwie do uporządkowanego i wystylizowanego języka ambony, te rozmowy, o ile do nich dochodzi, i o ile ujawniają one polaryzację poglądów i postaw, są zwykle koślawe, chaotyczne, czasami wręcz beznadziejne. Sacrum dosięga w nich bruku. To może denerwować. Co jednak nie znaczy, że one nie są potrzebne...


— Nawiązuje Pan w tytule do znanej książki Tomasza Mertona «Szukanie Boga»!


— Tomasz Merton pisał o swych poszukiwaniach duchowych, prowadzących ku życiu zakonnemu. Natomiast w moim dramacie «szukanie» prowadzi ku rodzinie. Dokonuje się bowiem w obrębie tego, co nazywamy życiem laikatu, życiem w świecie. W strukturach ściśle eklezjalnych przekaz wiary wiąże się z katechezą, homilią i liturgią, w świecie — właśnie z rodziną. Jest ona głównym środowiskiem wiary dla dziecka. W niej człowiek rodzi się jako chrześcijanin. Główna bohaterka dramatu, Roma, broniąc wartości religijnych, które jej wszczepiono, broni właśnie rodziny. I jej się to udaje!..


— Są w tym dramacie postacie symboliczne; ni to ludzie, ni to aniołowie!..


— Starcy oddają klimat myślenia antropologicznego, który często tracimy z oczu jako wierzący. Orientują też szarpiących się wewnętrznie bohaterów ku fundamentalnej w chrześcijaństwie prawdzie, że Bóg jest miłością (por. 1 J 4,8), i że bezgranicznie miłuje człowieka. Kocha go nawet wtedy, kiedy temu wydaje się, iż jest totalnie przegrany, odrzucony i skreślony. Starcy przypominają o łasce Bożej i o darze dziecięctwa Bożego. Także o obecności w naszym świecie duchów czystych, czyli aniołów. Oczywiście, oni też mogą wkurzać czytelnika. Lecz trudno się temu dziwić. W naszych czasach wiara w aniołów, w duchowych opiekunów człowieka, jest przecież totalnie kontestowana...


— Sugeruje Pan, że nie można naprawdę odkryć Boga, jeżeli nie uznaje się, że naczelną wartością życia ludzkiego jest bezinteresowna i szlachetna miłość!..


— To nie jest mój punkt widzenia. Taka wizja wyłania się wyraźnie z kart Nowego Testamentu. Jeżeli się jej nie dostrzega, trudno pojąć, czym jest naprawdę chrześcijaństwo!..


— Dziękuję za rozmowę!


Wizjer Regionalny, 1998 r.

więcej

M e n u

D r a m a t

O s o b y

  • ROMA
  • MATKA Romy
  • OJCIEC Romy
  • TOMASZ
  • WIKTORIA, siostra Tomasza
  • SYLWESTER, kolega Tomasza
  • GRZEGORZ, kolega Tomasza
  • DZIECI
  • STARZEC I
  • STARZEC II